Gdy strażnicy upadli, król nawet nie drgnął.Kath wyczuł ze coś jest nie tak. Rzucił się do tronu. Już miał zagłębić sztylet w gardle króla, gdy ten machnął ręką, i Kath poleciał ku ścianie. Siła ogłuszyła go. Jeden ze strażników rzucił jakby dwa metalowe patyki, które okręciły się wokół jego ciała. Podszedł ku niemu jakiś mag. Zielony strój, boso, łysa głowa i długa broda- typowy mnich. Zamaszystym ruchem rzucił w Katha jakieś zaklęcie. Gdy ten ocknął się, Uwolnił-a raczej próbował- magię cienia, lecz nic się nie stało. Rozszerzył oczy ze zdumienia. Z przerażeniem popatrzył na króla.
-Próbowałeś mnie zabić- odparł ze stoickim spokojem król. Wstał z tronu i skierował się ku Kathleenowi. Na sali zrobiło się cicho.
-Mogłem się domyślić- odparł Kath.- Król czarownik. Twoja magia to zapewne magia wiążąca, dzięki niej utrzymujesz posłuch w..- urwał, go mag wbił mu stalowy kolec w brzuch. Kath skulił się na ziemi. Twarz mu stężała z bólu. Podniósł z trudem głowę. Zauważył, że koło Elindor, Gohena, nawet Melody stoją magowie z kapturami, trzymając noże przy ich szyjach. Wokół każdej dwójki świeciła poświata, świadcząca o tym, że użyto blokady magii na każdym z nich. A może to jego urojenie, lecz prawdopodobnie nie, zważywszy na ich zdziwione miny.
-Wielki Kathleen Tregath, ostatni z rodu, tak łatwo dał się złapać- napotkawszy zdumione spojrzenie Katha, odparł- Tak, wiem kim jesteś. Jesteś potężnym magiem, może nie douczonym, ale magiem.
Podchodził do Katha, wyciągając mały zakrzywiony nóż. Kathleen sapnął niespokojnie. Adamant. Nawet magia nie powstrzyma tego metalu.
-Naprawdę mi przykro, że musisz umrzeć. Ale muszę dać przykład, pokazać, co robimy ze zdrajcami.
Kathleen patrzył na niego dzikim wzrokiem.Rana coraz bardziej mu dokuczała, czuł mdłości.Opuścił głowę.
-A jednak to koniec- pomyślał.- Czyli nawet bogowie mogą się pomy.. Wyczuł to. Coś się zbliżało. Tętno mu przyspieszyło
-Żegnam cię. Naprawdę szkoda. Nóż zaświecił bladym światłem, i pomknął w stronę Katha. W tej samej chwili na środku sali z sufitu jakby spadł czarny grom. Wirujące tornado powoli zaczęło opadać. W środku stała postać.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJACzarne włosy opadały na plecy, okryte ciemnymi szatami. Grymas na twarzy skierowany był w stronę króla. Kathleen nie miał pojęcie jak, ale na jego prawej dłoni zauważył pięć pierścieni. Każdy miał w sobie kamień innego koloru: niebieski szafir,zielony szmaragd,czerwony rubin,biała perła, a w ostani wtopiony został brązowy cyrkon. Na szyi wisiał mu naszyjnik z onyksem. Jego spojrzenie zamrażało.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJA-Nie wiecie w co się pakujecie, łapiąc mojego potomka- odezwał się. Jego głos, mimo że spokojny i gładki, przywodził na myśl najgorsze koszmary. Mimo ze powiedział to cicho, każdy go doskonale słyszał.
-Uwolnijcie go, zanim komuś się stanie krzywda.- spojrzał na króla.
-Jak śmiesz mi rozkazywać?! Nikt nie ma większej władzy ode mnie!!!- wrzasnął.
-Więc wszyscy zginiecie- oznajmił człowiek na środku sali.
Mag trzymający Elindor spanikował i zamierzył się na Eli. Nóż poleciał w dół, lecz odbił się uderzając w maga. Wszyscy zaskoczeni spojrzeli, gdzie wraca wytworzona tarcza.Owinęła się wokół Katha.
-On nie powinien móc używać magii- szepnął król.
-klątwa unieruchomiła jego właściwą magię, lecz on posiada inne źródło- odezwał się facet w czerni.- Magia demona cienia.
Wokół Kathleena zawirowało tornado cienia. Wstał, wiążąca go stal starła się, rana zasklepiła. W jego oczach widać było tylko gniew. Żołnierze próbowali do niego podejść, lecz zapalali się czarnym ogniem. On powoli podchodził do króla. Z każdym jego krokiem posadzka rozbijała się. Cień wystrzelił wiązki energii, uderzając w każdego maga trzymającego zakładnika.Kathleen skupił się na królu.
-Dzisiaj wybił dzień twojego sądu- odezwał się, a jego zwielokrotniony głos rozbrzmiewał po sali.
-Niniejszym skazuję twoją duszę na wieczność męki za swoje czyny. Kath zadarł głowę i krzyknął. Cień owinął króla, i przebił go. Po chwili ciało króla spadło na ziemię. Nie było widać żadnej rany, tylko puste oczy monarchy. Nagle każdy strażnik z gwardii króla padł na ziemię bez życia. Posadzka zatrzęsła się pod magią cienia. Pokrywając ją wirem. Moc wirowała w powietrzu, zasłaniając widok. Po jakimś czasie opadła, ukazując ogromny krater, w miejscu gdzie poprzednio stał tron. Kathleen siedział oparty o ścianę, z głową opuszczoną na pierś. Zapanowała cisza.