<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"><channel><title>RPG Fantasy </title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/</link><description>RPG Fantasy </description><language>pl-pl</language><atom:link href="https://kronikitregath.iq24.pl/rss.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><lastBuildDate>Sat, 25 May 2013 18:17:12 +0200</lastBuildDate><item><title>Kathleen Avalur</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336311#k1462960</link><description><![CDATA[Rasa: Człowiek Klasa: Łotr Profesja: Skrytobójca Charakter: cichy, skupiony, czujny, dla wrogów okrutny Kocham: Lubię: Nie lubię: Rodzina: nieznane Przyjaciele: Wygląd Zewnętrzny: Długie czarne włosy, przeszywające szare oczy, smukła lecz umięśniona sylwetka, Znaki Szczególne: prawie niewidoczna blizna przecinająca policzek Wiek: 27 Płeć: Mężczyzna Wzrost: 189 Waga: 55]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 18:17:12 +0200</pubDate><dc:creator>Kathleen_Avalur</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336311#k1462960</guid></item><item><title>Arthur</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336303#k1462850</link><description><![CDATA[Rasa: Człowiek Klasa: Wojownik Profesja: Fechmistrz Charakter: Zgorzkniały Kocham: - Lubię: - Nie lubię: - Rodzina: - Przyjaciele: - Wygląd Zewnętrzny: krótkie, czarne włosy; pociągła twarz; jasnozielone oczy; sylwetka średnia, umięsniona Znaki Szczególne: brak Wiek: 16 Płeć: Mężczyzna Wzrost: 185 Waga: 60]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 17:35:34 +0200</pubDate><dc:creator>Arthur</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336303#k1462850</guid></item><item><title>Kathleen </title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336297#k1462806</link><description><![CDATA[Rasa: Człowiek Klasa: Łotr Profesja: Skrytobójca Charakter: cichy, skupiony, czujny, dla wrogów okrutny Ekwipunek: Przylegający długi czarny płaszcz, buty z klamrą oraz obwiązane spodnie, krótka szabla, sztylet i multum fiolek z miksturami na pasie. Kocham: Jeśli ją kiedyś znajdę... Lubię: Nie lubię: Rodzina: nieznane Przyjaciele: Gohan, Elidor Wygląd Zewnętrzny: Długie czarne włosy, przeszywające szare oczy, smukła lecz umięśniona sylwetka, Znaki Szczególne: prawie niewidoczna blizna przecinająca policzek Wiek: 22 Płeć: Mężczyzna Wzrost: 189 Waga: 55]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 17:23:43 +0200</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336297#k1462806</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462773</link><description><![CDATA[Venta Bogini wiatru, patronka strzelców, łowczych oraz żeglarzy. Jej magia wspomaga jednostki dystansowe, ale może też je osłabić przez przeciwny wiatr. Jest niespokojnym duchem i (jak jej żywioł) jest prawie wszędzie. Jej córką jest Melody. Przedstawiona jako kobieta w długiej, powiewającej na wietrze sukni z kosturem, którym zmienia kierunek i siłę wiatru]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 17:03:08 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462773</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462772</link><description><![CDATA[Balthus Bóg ognia. Jak swój żywioł – jest porywczy i agresywny. Jego magia ma charakter destrukcyjny. Czczą go podpalacze, oblegający oraz „ci-którzy-składają-ofiarę”. Uznaje się go też jako boga wojen i sporów. Jego potomkiem jest Obern. Najczęściej przedstawia się go jako chłopaka z łańcuchem w jednej, a ognistym mieczem w drugiej ręce na tle płomieni]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 17:02:37 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462772</guid></item><item><title>Strona Zła- Chaos</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462767</link><description><![CDATA[Avielerin- Demon żywiołu cienia. Wiadomo o nim niewiele poza tym że jego magia skupia się na przywoływaniu ożywionych stworzeń z czeluści świata. Wiedza o jego wyglądzie ogranicza się do niezwykle bladej skóry oraz niebezpiecznych, jarzących się od magicznej mocy oczach.]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:59:48 +0200</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462767</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462764</link><description><![CDATA[Amon Starożytni czcili go jako boga ziemi. Jest on bogiem spokojnym, lubiącym pokój. Czczą go głównie rolnicy. Ma dość sporą domenę (ziemia wszystkich planet). Często pogrążony jest w półśnie. Nie ma ludzkiego potomka. Ukazywany jako dobrze zbudowany mężczyzna z kosturem. Dzięki kosturowi potrafi budować nowe lądy, a nawet planety]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:47:54 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462764</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462763</link><description><![CDATA[Rennefeg Bóg światła. Brat boga cienia – Kayleseca. Wygrał walkę o tron bogów. Rozpoznaje się go jako boga światła i życiodajnej energii. Specjalizuje się w tworzeniu barier. Czczony przez obrońców i kapłanów większości świątyń. Uważano go za przeciwieństwo Kayleseca, czyli boga dobra. Jest ojcem Gohena Przedstawia się go jako jasnego anioła z włosami koloru zboża i toporem Masakry w ręce.]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:47:37 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462763</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462762</link><description><![CDATA[Kaylesec Starożytny bóg cienia. Gdy cztery żywioły stworzyły planety, Kaylesec i Rennefeg dały im dzień i noc: Rennefeg rozświetlał dzień słońcem, Kaylesec otulał wszechświat ciemnością nocą. Mimo że są najbliższym rodzeństwem z bogiem światła, są naturalnymi przeciwieństwami. Ustąpił miejsca swemu bratu, gdy walczono o tron bogów. Rozpoznawany jako bóg cienia i śmierci. Był czczony przez złodziei, zabójców i nekromantów proszących o siłę do wykonania swoich zadań. Większość współczesnych ludzi zakazała wyznawania Kayleseca, tworząc w ten sposób legendę boga zła. Ojciec Kathleena Tregatha. Najczęściej ukazywany jako mroczny anioł z kruczoczarnymi włosami i włócznią Egzekucji w ręku.]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:47:14 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462762</guid></item><item><title>Strona Dobra - Ład</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462761</link><description><![CDATA[Elistar Bogini Wody Elistar, patronka uzdrawiaczy. Jej magia ma charakter uzdrawiający. Czczona przez kapłanów i znachorów na całym świecie. Jako bogini jednego z czterech żywiołów jest częścią planet. Matka wszystkich stworzeń wodnych. Matka Elindor Arbor Przedstawiana jako kobieta o czarnych włosach, przeplatanych z wodorostami. Niebieska suknia, i laska Kontroli, dzięki której może tworzyć wodę z niczego]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:46:55 +0200</pubDate><dc:creator>Elindor</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336295#k1462761</guid></item><item><title>Strona Zła- Chaos</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462755</link><description><![CDATA[Melatos- Demon żywiołu wody, jeden z podwładnych Morrahana. Został stworzony jako przeciwnik Elistar, bogini wody. Jako demon włada lodem i mrozem, umie tworzyć lodowe zaklęcia z chmur i zbiorników wodnych. Najczęściej bywa przedstawiany jak białowłosy mężczyzna, trzymający w ręku Cierń Andoliera- artefakt władzy nad mrozem.]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 16:44:37 +0200</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462755</guid></item><item><title>Strona Zła- Chaos</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462670</link><description><![CDATA[Do&#039;Rashan-&quot;Ten-który-przynosi-chaos&quot;. Jeden z Pradawnych, którzy jako żywi rządzili na powierzchni Rilone. Obudził się równolegle z Imalem, przez swoich wierzących nazywanym &quot;Panem Życia&quot;. Od swojego stworzyciela dostali zadanie stania na straży chaosu, próbującego zawładnąć umysłami istot tego świata. Znany także jako Morrahan-Pustka, ze względu na postać magii, którą się posługuje. Przed tysiącleciami został wygnany poza granice świata, gdzie miał czekać dnia sądnego, aż cały świat się skończy.]]></description><pubDate>Sat, 25 May 2013 15:38:08 +0200</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/336282#k1462670</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=4#k1058134</link><description><![CDATA[Znajdę dla niego nauczyciela. Pomoże mu w każdej drodze, jaką sobie obierze. Ale on musi mieć rodziców. Mieć poczucie bezpieczeństwa. Trzeba go wychować, żeby nie urósł nam tu kolejny Mo.. nieważne kto.- Sorin spuścił głowę.- Jemu jest pisana wielka przyszłosć, i duża rola do odegrania. Trzeba go przygotować. Wstał, wytarł twarz, zarzucił na siebie pelerynę. W drzwiach jeszcze się odwrócił. -Mam nadzieję, że spotkamy się w lepszych czasach. I wyszedł.]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 19:11:19 +0100</pubDate><dc:creator>Mistrz_Gry</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=4#k1058134</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058129</link><description><![CDATA[Gohen westchnął ciężko. - Nie, no cholernie cieszę się z naszego zwycięstwa. Straciliśmy tylko trójkę herosów i niemal połowę naszej armii - w tonie jego głosu aż się przelewało od ironii - Wiem, że ta wojna wymagała poświęceń, a życie trójki nawet największych herosów jest niewspółmierne do losów wszechświata i tak dalej i tak dalej, pierdu pierdu. Teoretycznie zasada jest logiczna. Ale dla wszystkich tych, którzy znali Kathleena, Oberna i Elindor, strata jest niepowetowana i bolesna. Może mówię oczywiste rzeczy, ale wolę przedstawić swoje stanowisko, niż siedzieć cicho i udawać, że mam tą sprawę gdzieś, bo nie mam. Co do Lunatara... cóż, nie wiem, co mamy z nim zrobić? Nauczyć go jakichś konkretnych rzeczy? Bronić go?]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 19:01:40 +0100</pubDate><dc:creator>Gohen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058129</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058070</link><description><![CDATA[Gdy pochowano zmarłych, a rannych przeniesiono w bezpieczne miejsce, wszyscy ruszyli w drogę powrotną. Siedzieli teraz w karczmach rozsianych po stolicy Prowincji północnej. Gród Navalah został zniszczony, i nie nadawał się do użytku. Sorin zabrał Gohena i Mel do swojego stolika. Gohen powrócił do swojej dawnej formy mrocznego elfa. Widocznie cieszył się z tej zmiany. Melody pozostała zefirką. - Poświęcenie Kathleena i reszty doprowadziły do tego stanu rzeczy. Żebyście nie mieli złudzeń- bogowie przestali istnieć. Może przenieśli się do krain Iluvatara, nie wiem. Lecz także z nimi odeszła Magia sześciu żywiołów. Pewnie dlatego zmieniłeś się na powrót w elfa, Gohenie. ...Może to i lepiej? Taka siła nie będzie mogła wpaść w niepowołane ręce. Przyszło to co nieuniknione- zakończyła się era bogów. Teraz świat należy tylko do istot żywych. Muszę także wam wyjawić kim jestem. Moje imię w waszej mowie jest niewymawialne, więc możecie mnie nazywać Sorin. Jestem dragohirem, nieśmiertelnym. Jestem bezpośrednim posłańcem Iluvatara- Tak, on żyje. Znam powody jego nieobecności, lecz nie mogę wam ich wyjawić.- napił się piwa. - Światu nieraz będzie zagrażać niebezpieczeństwo. Prawdopodobnie wy nie będziecie musieli się już o to martwić, lecz kto wie. Noi na koniec została sprawa Lunatara....]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 17:51:03 +0100</pubDate><dc:creator>Mistrz_Gry</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058070</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058047</link><description><![CDATA[Niepopodal otworzył się runiczny portal. Wyszedł z niego Sorin, lecz jakby odmieniony. <a href="http://imageshack.us/photo/my-images/29/sorinmarkovspeedpaintbyl.jpg/"></a> Podpierając się na swoim kosturze, podszedł do nich. Spojrzał na ciało Kathleena. -Ech, głupi dzieciak. Mówiłem, że manipulacja z czasem prowadzi tylko do śmierci- uśmiechnął się słabo- Jednak dobrze, że rodzą się tacy szaleńcy. Bez nich dawno byśmy już upadli. Spojrzał na niebo. Cichy grzmot przeniósł się po chmurach, a po nim zaczął padać deszcz. -Wstańcie, nie ma co tak nad nim klęczeć- odezwał się w końcu. -Kathleen prosił mnie bym wam wytłumaczył kilka spraw. Lecz nie tutaj. Wróćmy do domu. Podszedł do ciała Katha i położył przy nim swoją laskę. Jak na rozkaz, czarne korzenie oplotły ciało Katha i wciągnęły go do ziemi. Prze kilka chwil korzenie przemieszczały się, a gdy skończyły, w miejscu pochówku Katha wyrosło małe drzewko z pomarańczowymi listkami. -Może to przywróci tej krainie życie. Podszedł do Gohena i Melody i pomógł im wstać. -Wracajmy do domu.]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 17:40:54 +0100</pubDate><dc:creator>Mistrz_Gry</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1058047</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057810</link><description><![CDATA[Mel wpadła w szał bitewny. Strzała leciała za strzałą w odstępie ułamków sekund. Demony padały na ziemię jak kłosy podczas zbiorów. Kiedy Mel zobaczyła kątem oka jak Kath leci wprost w gardło potwora, coś się w niej ścisnęło. „Nie” – pomyślała – „nie rób tego”. Ale Kath w dalszym ciągu spadał do gardła potwora. Kiedy potwór wybuchł, Mel poczuła się pusta. „Nie” – pomyślała ponownie. Poczuła, jak pieką ją oczy. Łzy lały się z nich strumieniami. Wszyscy żołnierze wiwatowali. Tylko zwierzęta ani nie ryczały (z radości) ani nie wiwatowały w inny sposób. Tylko one wiedziały. Radość nie trwała jednak długo. -Lekarza! – ktoś krzyknął – Lekarza! Mel szybko rozwarła oczy. Szybko wzbiła się w powietrze. Zauważyła lekarza, który biegł w stronę skrzydlatej istoty (Goh?), która siedziała obok jakiegoś ciała. Zanim Mel zdołała dolecieć do istoty, lekarz już się oddalał. Istotą okazał się Goh. Płakał nad ciałem. Było to ciało Katha. Mel upadła na kolana po drugiej stronie ciała Katha. -On… nie żyje – wyszeptała cicho i zaszlochała.]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 12:14:09 +0100</pubDate><dc:creator>Melody</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057810</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057779</link><description><![CDATA[Gohen wpatrywał się w oczy przyjaciela. -Nie… - westchnął ciężko. Pochylił się nad ciałem Katha. Z oczu poleciały mu łzy. Jednego dnia stracił dwóch przyjaciół. Nie był w stanie ogarnąć tego wszystkiego umysłem. Poza tym jeszcze ta sprawa z Lunatarem. Trzeba chłopaka nauczyć władania swoją siłą, bronić go i dać mu choć podstawową opiekę. Przemyślenia zajęły mu chwilę, ale opamiętał się. Zamknął przyjacielowi powieki. Właśnie ten moment wybrał sobie lekarz na przybiegnięcie do niego. Stuknął obcasami o siebie i spytał: - W czym mogę panu pomóc?- Goh popatrzył na starą, pomarszczoną twarz. Lekarz chyba nie miał zamiaru sobie z niego żartować. - Nic już nie zdziałasz, mój panie – odparł Goh. Starzec popatrzył na ciało Katha. Jego starcze oczy rzucały szybkie spojrzenia na klatkę piersiową, usta, nozdrza i głowę. Zesmutniał. - W takim wypadku nic nie mogę zrobić – zdecydował. -Wybacz, że kazałem ci tu przybiec – odparł Goh. Na to Lekarz tylko się uśmiechnął, obrócił się na pięcie i zostawił Goha samego, klęczącego nad Kathem.]]></description><pubDate>Mon, 26 Nov 2012 11:27:00 +0100</pubDate><dc:creator>Gohen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057779</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057614</link><description><![CDATA[-Gohen, przymknij się, próbuje usłyszeć jak najwięcej- mruknął cicho, nie odrywając wzroku od nieba. Westchnął- na tyle, ile pozwoliły mu połamane żebra.- Gohen, mam mało czasu. Nigdy wam tego nie mówiłem, ale naprawdę was kochałem. Jak rodzinę- lekko się zaksztusił.- Po drugie, mam ostatnią prośbę. Lunatar, ten mały chłopiec, który był z Sorinem. Layla, jego matka nie była moją siostrą. Naprawdę chciałem ją ochronić. Nie udało mi się- przymknął na chwilę oczy. Po policzkach przebiegło mu kilka łez. - Layla była moją żoną. On teraz nie ma już nikogo. Proszę, zajmij się nim. Wiem, że będziesz potrafił- złapał go lekko za ramię.- To był zaszczyt móc uznawać cię za brata. Przed nimi otworzył się złocisty portal. Wyszła z neigo duża istota, ubrana w zbroję. -Kathleenie Tregath, już czas. Kath spojrzał ostatni raz na niebo. -Tu nigdy nie padał deszcz.... Jakby czarne sznurki pojawiły się wokół Katha, wydobywając się z postaci Istoty. Złocista poswiata w kształcie ciałą Kathleena uniosła się do góry, po czym rozsypałą w pył, który uniósł wiatr. Istota i portal zniknęli. Od oka, przez policzek do ust, przebiegło małe pęknięcie po twarzy Kathleena. Oczy wpatrywały się nieruchomo w niebo.]]></description><pubDate>Sun, 25 Nov 2012 23:00:17 +0100</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057614</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057605</link><description><![CDATA[Gohen brał udział w bitwie na bliższym froncie. Musiał to zrobić po poświęceniu się przez Oberna. Chciało mu się wyć i płakać, ale musiał walczyć. Krew i posoka lały się gęsto, trupy tak samo się ścieliły. Po chwili jednak Kath wrzasnął coś głośno. Nagle w Katha uderzyła błyskawica. Walczył zacięcie. Nagle ktoś blisko Goha zawołał: &quot;Nasz przywódca żyje!!! Do walki, rycerze Navalah!!&quot;. Demony przeżywały prawdziwy pogrom. Ludzie przebijali się klinem przez zwarte szeregi potworów. Po chwili jednak zaczęli słabnąć, demony wzrosły w siłę. - Nie poddawać się, do boju! - wrzasnął Goh do swoich żołnierzy, a sam ciął swoim mieczem jak dwuręcznym. Czuł się w swoim żywiole. - Za Elindor i za Oberna!!!!!!!!!! - wrzasnął i atakował ze zdwojoną siłą. Ryczał jak bawół. Na moment spojrzał w górę. Kath spadał z góry na ogromne cielsko. Gdy potwór otworzył szczęki nie lękał się i w jeszcze szybszym tempie wleciał potworowi do gardła. Wybuch Wybuch wstrząsnął całym polem bitwy i jeszcze co najmniej kilkaset kilometrów dalej. &quot;Ale pizdło&quot;- to była pierwsza myśl Goha. Żołnierze zaczęli wiwatować. &quot;Gdzie Kath?&quot; - zaczął się zastanawiać - &quot;już dawno powinien wylecieć&quot;. Wzbił się w przestworza. Nagle zauważył niewielką szramę na powierzchni ziemi. Podleciał bliżej. &quot;To raczej rów&quot; - zdecydował. Zleciał nieco niżej. Utworzył kulę światła, która oświetliła sam dół. Na dole był... człowiek. Ale nie wyglądał jak człowiek - przynajmniej nie na pierwszy rut oka. Jedna ręka była wygięta pod nienaturalnym kątem, druga zaś była pozbawiona mięsa na łokciu. Prawą kostkę miał widocznie skręconą. Jedno ucho było w kawałkach. Gohen przyklęknął obok jego ciała. Wyczulone ucho zasłyszało bicie serca. Bardzo słabo, ale biło. Klatka piersiowa unosiła się lekko. Oczy miał otwarte, ale raczej był nieobecny duchem. Gohen wytworzył dookoła jego ciała powłokę, która unieruchomiła całe ciało, w ten jednak sposób, by nie złamać kości, ani nie zerwać ścięgien bądź mięśni. Tak opakowanego, Goh kierował Katha na górę. Ostrożnie postawił go na ziemi i wrzasnął na cały głos: - Lekarza!!! Zawołajcie lekarza!!! -]]></description><pubDate>Sun, 25 Nov 2012 22:42:33 +0100</pubDate><dc:creator>Gohen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057605</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057548</link><description><![CDATA[Wielka maszyna nagle przestała się ruszać. Nawet potwory przystanęły, wpatrując się w nią. Kilka sekund później ogromny wybuch wstrząsnął całymi Polami Popiołów. Ogromna aura rozpłynełą się, zmieniając w pył każdą demoniczną istotę. Ludzi, krasnoludów i elfów nie ruszała. Po kilku minutach więkoszość terenów wokół krateru była pusta. Wielki robot zniknął. Żołnierze zaczęli wykrzykiwać okrzyki radości. Nikt nie zauważył niezbyt szerokiego rowu, który biegł od miejsca, w którym powstała Pustka. Leżał tam człowiek- całe ciało miał poszarpane. Włosy oblepione krwia i pyłem leżały w nieładzie. Wpatrywał się spokojnymi oczami w zachmurzone szarymi obłokami niebo. Klatka lekko się unosiła.]]></description><pubDate>Sun, 25 Nov 2012 21:52:35 +0100</pubDate><dc:creator>Mistrz_Gry</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057548</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057538</link><description><![CDATA[Chmury skręciły się w koło. Pole bitwy było centrum. Ogromna błyskawica rozdarła niebo, uderzając w Katha. Wokół niego pojawiły się zarysy sześciu istot: Sześciu bogów. -Żeby przyzwać potęgę Iluvatara i nie popaść w szaleństwo, trzeba mieć niezłomną wolę- odezwała się kobieta w lazurowej sukni. -W przeciwym razie świat będzię musiał zmagać się z siłami nie do pokonania- dodał mężczyzna w ognistoczerwonej zbroi. w jego oczach płonął niespokojny ogień. Obern był jego podopiecznym. Kath rozumiał jego uczucia. -Lecz mimo tego muszę spróbować- odparł na to Kathleen.- Inaczej wszystko będzie stracone. Kaylesec podszedł bliżej niego. Jego mądre oczy wpatrywały się w syna z mieszaniną troski, lecz i dumy. -Niechaj tak będzie. Bogowie wspomogą cię w walce. Jeden krótki, oślepiający blask. Kath podpierał się ramionami, klęcząc. Cieżko oddychał. Po chwili jednak wstał, z opuszczoną głową. Gahnir chyba się już opanował, ponieważ stał pewnie, a wokół niego powstawała szara chmura, wytworzona z nadmiaru magii w jego ciele. Jego oczy zmienił się- były całe czarne, skupione w jednym punkcie- Iluvatarze. Kathleen podniósł wzrok. Gahnir mimo woli lekko sie skrzywił. Oczy Katha były wypełnione energią. Twarz nabrała tęższego wyrazu. Pomarańczowy kolor jego tęczówek nadawał mu demoniczny wygląd. Nagle odchylił sie do tyłu i wydał przeraźliwy ryk. Nad jego plecami zajaśniała poświata czarnych jak noc skrzydeł.Ręce zmieniły się w pazury. Czarna chmura pasm cienia zawirowała wokół niego. Ryk niósł się echem po równinach. <a href="http://imageshack.us/photo/my-images/233/magicthegatheringarthor.jpg/"></a> Po chwili umilkł, a jego wzrok skupił się na Gahnirze. -Pustka nie zdobędzie tego świata, póki ja stoje na jego straży- rzekł, lecz to nie był jeden głos- to był cały legion głosów. Każde słowo emanowała magią, zdolną rozerwać każdą żywą istotę. Gahnir nic nie mówiąc, przyzwał miecz i zaatakował. Kathleen złapał swój i starli się ostrzami. Gdy to zrobili, fala energii rozeszła się wokół nich. Ziemia zaczęła się diametralnie kruszyć. Wszysyc najbliżej góry przewrócili się pod natłokiem magii. Ktoś zawołał: -Nasz przywódca żyje!!! Do walki, rycerze Navalah!!- te słowa przepełniły miarkę. Członkowie Ligi podnieśli się i natarli na wrogów. Szale zwycięstwa szybko przechyliły się na stronę ludzi. Potwory zdezorientowane nie nadążały stawiać dostatecznego oporu, dlatego miażdżono je bez litości. Kath i Gahnir zcierali się w nieustającej walki. Ich mocodawcy zwiększyli ogromnie ich moc. Kath mimo stosowania największych klątw jakie znał, cały czas miał pełny zapas energii. Pieczęć Iluvatara dawała niezwykłą moc. Jednak coś poszło nie tak. W pewnym momencie w ręce Gahnira pojawiło się dziwne ostrze- półkuliste, czarne, z białą rączką. Uderzył nią miecz Katha. Ku jego zdziwieniu ostrze odcieło prawie połowę adamantowego ostrza. Chwila nieuwagi i pod wpływem silnego zaklęcia poleciał do tyłu. Poczuł jak jego zbroja rozkruszyła się na nim. Czując piekący ból w całym ciele, nie poddawając się wstał. - Jako człowiek nigdy nie uda ci się pokonać demona- rzekł Gahnir, a raczej to, co było w nim.- Nie udało się to twoim przodkom, ani twoim towarzyszom. Zginęli jak psy. Bo byli tylko ludźmi. - Jest jednak coś, czego wy nie macie- odparł mu Kath, ocierając krew kapiącą z ust, i zaczepiając resztkę miecza o pas.- Wy nigdy tego nie mogliście pojąć. I nigdy wam się nie uda. -Cóż takiego mogą mieć takie słabe istoty, czego nie mogą mieć Wyżsi?- zapytał Gahnir, uśmiechając się szyderczo. - My to nazywamy braterstwem. Jesteśmy zdolni zginąć za swoich bliskich. Nie zrozumiesz tego- Kath podniósł na niego wzrok.- Nie zdążysz zrozumieć. Natarł na niego. Siłą własnego ciała uderzał, celując bez litości. Demon się tego nie spodziewał. Rzuciwszy miecz, próbował się bronić. Kath z coraz większą siłą uderzał przeciwnika. Szybkość i siła wytwarzała wokół jego pięści pasma cienia, wzmacniające jego ataki. Gahnir ze zdumieniem patrzył, jak jego ciało się gnie. Nagle Kath zamierzył się na niego od dołu. Uderzając, wyskoczył i dodał cios kolanem w szczękę tamtego. Demon upadł na klęczki. Kathleen Wyjął resztki miecza Kayleseca. - My będziemy bronić swoich bliskich za wszelką cenę. Nie poddamy Ziemi. Chciał przewrócić go nogą, lecz Demon niespodziewanie złapał go za stopę. -Lecz jak zwykle będziecie nieuważni. Odtrącił jego stopę, lecz Kathleen uderzył go z drugiej strony. wykorzystując napęd obrotu, ciął przeciwnika przez gardło. Głowa Gahnira potoczyła się po skruszonej ziemi. Kath czuł, jak jego serca zaczyna bić coraz szybciej. Magia zaczęła wypalać go od środka. Musiał się spieszyć. Złapał ciało i głowę demona, i rzucił w otchłań. Gdy to zrobił, zaczął powoli pozbywać się magii. Nagle ziemia sie zatrzęsła. Spojrzał w doł. Z magmy zaczał wypływać jakiś kształt. Kath otworzył szeroko oczy. Ogromna głowa wychyliła się z lawy, a zaraz z nią całe ciało. Morale ludzi w dole drastycznie spadły, gdyż potwory z okrzykiem rzucił się na wystraszonych ludzi. Koło Kathleena zamigotały trzy cienie. Pojawili się w nich Kemoc, Simon i Menor. - Ciało Pustki. Zwykła magia tego nie powstrzyma- mruknął Kemoc. -Musi być jakiś sposób- odparł na to Kath, coraz bardziej przerażony tym, co widział. Menor mruknął coś, i zamknął oczy. - Centralnie w miejscu gdzie u człowieka jest serce, znajduje się rdzeń tego ciała- otworzył oczy- Krasnolud kiedyś budowały takie maszyny. Idealne ciała dla bogów- mruknął z przekąsem.- Najprostszymi słowami: Wysadź go. -Ta, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić- odparł mu Kath.- Jak niby mam pójść tam, wysadzić to coś i wrócić?- Menor posłał niepewne spojrzenie ku Kemocowi. Simon patrzył w dal zamyślony. Katha niepokoiło to milczenie. - Jest jedno zaklęcie... Simon je wymyślił za swojego życia. Lecz... - Wymaga ono całkowitej obecności rzucającego. Od poczatku, do końca- dokończył martwym głosem Simon. Kathleena zmroziło. -Więc nie ma drogi powrotu?- było to raczej stwierdzenie, niż pytanie, lecz Simon tylko kiwnął głową. -Nie wymagamy tego od ciebie, Kathleen- Kemoc położył mu rękę na ramieniu.- Zobacz ile już osiągnąłeś. Zjednoczyłęś narody, zabiłeś prawie wszystkie demony. Nie musisz robić nic więcej. -Muszę- odparł cicho Kath.- Tego wymaga honor. Podszedł do krawędzi. -szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Gohenem i Melody. Teraz tyle chciałbym im powiedzieć.- nie usłyszał odpowiedzi. Spojrzał przez ramię. -Będziecie ze mną? - spytał niepewnie. Czuł się jak dziecko- małe, zagubione. Kemoc uśmiechnął sie ojcowsko. -Aż do końca. Słowa te uspokoiły Katha na tyle by rozłożyć ręce i rzucić się w przepaść. Gdy tylko zaczął spadać, poczuł ogromny nacisk na swój umysł. Coś chciało się konieczkie dostać do jego myśli. Zaczął krzyczeć z bólu. -Nigdy nie zdołasz mnie pokonać. Jestem Pustką, sercem chaosu. Chaos jest niezniszczalny - Wszystko co żyje, jest śmiertelne. Wkrótce się o tym przekonasz- odparł przez zęby Kath. Nagle otoczyło go światło, i znalazł się w białym pokoju. Wokół niego stało kilkanaście osób. Znał je, lecz wszysyc byli jakby młodsi. Kemoc, Menor, Simon, cała szóstka bogów, a także....Obern i Elindor. Otworzył szeroko oczy. Nad nimi stały cztery smoki, które użyczyły mu swojej mocy. -Witaj, Dragonslayer. -Simon nauczy cię teraz słów zaklęcia. Wszyscy zebrani tutaj użyczą ci swej mocy.- rzekł Kemoc. -Czemu tu jesteście tylko wy?- spytał szybko Kath. -Tylko zmarli mogą przekazywać całkowicie swoją moc. Żywi mają jeszcze wiele do zrobienia. Teraz słuchaj. -Simon recytował zaklęcie, a Kath powtarzał za nim. Nie było skomplikowane, ale rozumiał niektóre słowa: ,,zabić&quot;,&quot; Terra&quot; &quot; Pustka&quot;. Gdy skończył, do koła dołączyły się dwie postacie: Avielerin i Duch. -No, prawdopodobnie widzimy się ostatni raz. Nie sądziłem, że kiedykolwiek polubię człowieka- rzekł z szelmowskim uśmiechem. -A ja że polubię demona- odparł mu Kath. Po chwili wachania objęli się jak bracia. Ta chwila zacisnęła więzi między nimi. Puścił go, i rzekł: -Teraz twoja kolej. Pokaż im potęgę waszej rasy. Krótki błysk i znowu spadał w stronę ciała Pustki. Powoli zaczął recytować zaklęcie. Gdy skończył, poczuł jak w jego ciele rośnie kula energii. Zamknął na chwilę oczy. Zobaczył wzrokiem pamięcie znane sobie twarze: Obern, Elindor, Melody, Gohen. Walczyli dla niego. Ginęli dla niego. Teraz czas im to odpłacić. Krzyknął na cały głos. Potężna aura otoczyła go. Potwór otworzył swoje szczęki. Kath skulił sie i wpadł do środka. Ogarnęła go ciemność, lecz po chwili zobaczył jaśniejącą łunę rdzenia. Był on kulistego kształtu. Kath wymówił ostatnie słowa klątwy: - I niechaj lęka się ciemność narastająca we wszechświecie, gdyż niosę światło niszczące każde zło. Energia skumulowana w jego ciele uwolniła się, oplatając cień. Kath poczuł, jak zmienia się w energię.]]></description><pubDate>Sun, 25 Nov 2012 21:44:03 +0100</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1057538</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1055373</link><description><![CDATA[Potężna fala energii zalała jego umysł. Otworzył z trudem oczy. Gahnir stał nad nim, trzymając but na jego piersi. Kathowi udało się odwrócić głowę i spojrzeć na bitwę pod nimi. Widział demony, biegnące jak dwie iskry w stronę skupiska ognia. Myślowy przekaz ujawnił, że tym słupem ognia jest Obern. Po chwili dotarła do niego krótka wiadomość: -Jeśli jeszcze żyjesz, bracie, to chcę żebyś wiedział, że wszyscy w ciebie wierzymy. Nie pozwól, by moje poświęcenie poszło na marne. Potem zobaczył i poczuł eksplozję ognia, która pochłoneła sporo potworów, lecz także i ludzi. Na dodatek demony zniknęły. Dopiero po chwili do Kathleena dotarło, co się wydarzyło. Otworzył szeroko oczy. Obern nie żyje. Elindor nie żyje. Ci ludzie giną tam za niego. Fala zimna otoczyła jego ciało. Przestał odczuwać ból- przestał odczuwać cokolwiek.Natomiast w jego sercu narodził się pierwotny gniew. Gahnir ściągnął z Katha nogę. -Jakim cudem udało mu się pokonać dwóch moich braci jednocześnie??!!- wrzasnął. Powietrze lekko zawibrowało. - Przez twojego człowieka zginęli..- urwał, gdy odwracając się napotkał przed sobą twarz człowieka. Kath powoli podniósł wzrok, a Gahnira mimowoli przeszedł lekki dreszcz po plecach. Jego twarz przerażała- blada i ściągnięta, lecz najgorsze były oczy- zimno stalowe, przepełnione od wielu lat tłumionym gniewem i nienawiścią. Skuwały swoim zimnem, przywodziły na myśl najgorsze koszmary. Promieniowała od nich aura śmierci. Ich wzrok był całkowicie skupiony na nim. Nim demon zdążył zareagować, Kathleen złapał go za gardło i rzucił o ziemię. Wyciągnął rękę, i leżący nieopodal miecz wrócił do jego ręki. Chciał przewbić demona, lecz Gahnir uniknał ciosu i wymknął się, dobywając własnego miecza. Wtedy zauważył, że Katha spowija gęsty obłok cienistej materii. Kath powoli odwrócił się ku niemu, wpijając w niego swój wzrok. -A jednak Avielerin dał ci całą swoją moc? Tylko nie myśl, że w ten sposób wygrasz. Nawet z...- ponownie urwał. Kath wyciągnał rękę, na któej miał pierścienie. Najpierw się im przyjrzał, a potem szybkim ruchem ścisnął dłoń. Kamienie w nich umieszczone pod wpływem ogromnej siły rozpadły się. Sekunda ciszy i nagle czarne tornado otoczyło Kathleena. Wirowało wokół niego, a skała pod nim zaczęła się kruszyć. Postąpił ku niemu krok. -Przez ciebie moi przyjaciele zginęli. Skazałeś tysiące niewinnych istot na zapomnienie. Zniszczyłeś ich domy, rodziny i dusze. Teraz przyszedł czas na odpokutowanie. Gahnir gwałtownie sparował cios. Zaskoczony, nie wiedziaø co go spowodowaøo. Nagle Poczuø gwaøtowny podmuch wiatru. Kath z niewiarygodná prédkoßciá przybliæyø sié do niego i zaczáø atakowa©. Gahnir mógø tylko odbija© niezliczone ostrza, które leciaøü w jego stroné. Kath z zimnym skupieniem zadawaø kolejne ataki. Z kaædym ciosem jego gniew rósø, dodajác mu siø. W pewnym momencie Gahnir odparowaø cios i jednym celnym atakiem odepchnáø Katha w chmurze ßwiatøa Kath otarł krew, która zaczęła kapać z jego ust. -Nie...śmiertelnicy nie mają dość sił, by mnie pokonać. NIE MAJĄ!!!- z tymi słowami wyrzucił ręce w powietrze, i nagle koło niego zawirowała jasna poświata. Lecz była inna od jego magii, jakby bardziej pierwotna. -Lepiej coś wymyśl. On przywołuje moc Pustki!!- wrzasnął Avielerin. -Jak on może być w stanie to zrobić?!- odkrzyknął mu Kath w myślach. -Nie wiem, ale to robi! Musisz skorzystać z ich pomocy- odparł demon. Kath zamrugał. -Nie, to zbyt niebezpieczne. Mogę tym więcej zaszkodzić,niż pomóc. Ten plan był szalony- Przygotowali go, lecz miała to być ostateczna deska ratunku. Nagle ich umysły przeszył głos. Były to jakby zwielokrotnione słowa, przedzierające się przez każdą umysłową barierę: -Pokłoncie się swojemu władcy, gdyż odtąd zawsze będziecie go wielbić. Gahnir przywał Pustkę. Wszystkie dźwięki na dole ucichły.Dało sie słyszeć tylko silne trąbienie wiatru. -Zrób to teraz, albo nigdy- mruknął Avielerin. Duch poparł go. Kath po chwili namysłu przytaknął. Zaczął w powietrzu pisać sześć symboli- po jednym na każdego boga. Gdy skończył, machnął ręką. Wszystkie insygnia połączył się, tworząc jeden, wielki znak. Kath złapał go i krzyknął: -PIECZĘĆ ILUVATARA OTWARTA!!! ZNAK CHWAŁY!!!]]></description><pubDate>Thu, 22 Nov 2012 22:01:14 +0100</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1055373</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1054006</link><description><![CDATA[Jego świadomość przeszyła ostra myśl bólu. Spojrzał na wzgórze, na którym ostatnio widział Kathleena. Zobaczył, jak miecz wpełza do jego ciała. Krew w nim zamarła. Ciało Kathleena, rzucone prawie w przepaść, nie ruszało się. Nie próbowało wstać. To niemożliwe. -Więc nawet on poległ- pomyślał. Dźwięki bitwy jakby ucichły. Przed oczyma przebiegły mu obrazy z dzieciństwa, jak z Kathem wyprawiali się w te swoje wyprawy, jak wyrządzali żarty gospodarzom sklepów.Jak uczyli się walczyć... Spojrzał na front. Zobaczył zbliżające się pasmo Khargów. Ogromne bestie w nierównym rzędzie biegły ku nim, tratując wszystko na swojej drodze. Nie ma możliwości, że ludzie powalą wszystkie te bestie. Miały zbyt silną aurę, by zwykłe zaklęcia na nie zadziałały. Obern odrzucił laskę i ujął swój miecz oburącz. Z każdym krokiem jego ciało spowijałą coraz gęstsza aura ognia. Miecz płonął jasnym, pomarańczowym światłem. Zaczał powoli recytować zaklęcia. Ogień zafalował,stał się zimniejszy. Na chwilę zgasł, a potem rozbłsł jasnym, niebieskim światłem. Oczy Oberna zaczęły nienaturalnie świecić żywym ogniem. Zbroja zaczęła się topić. Miecz zanikał w fali ognia. Po kilku chwilach jego ciało zmieniło się w czystą energię. Tylko miecz trzymał ją w jednej formie. Odbijając się, po prostej lini poleciał w stronę Khargów. Uwolnił wszystkie zapasy swojej magii, skupiając wszystko w ten jeden, ostatni atak. -Sekretna technika ognia: Sądny Dzień!!!- wyrwało się z jego gardła. Po tym słychać i widać było tylko wybuch.]]></description><pubDate>Tue, 20 Nov 2012 21:28:12 +0100</pubDate><dc:creator>Obern</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1054006</guid></item><item><title>Warownia</title><link>https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1047853</link><description><![CDATA[Las kopi był zwròcony w stronę odpierających atak.Mocniej ścisnąL swoją kopię,i zaczął szeptać: - Obdarzcie mnie siłą zdolną pokonać moich wrogów.Dajcie mi moc,by poprowadzić nas do zwycięstwa.Stawka jest zbyt duża.Dziś pokażemy potęgę ludzi,elfów i krasnoludów ,wbijając włócznie w pierś wroga.Jeśli nam pomożecie,będę wam wdzięczny,lecz jeśli nie-uśmiechnął się ponuro.- Idźcie do dła. Stanął w strzemionach i rzucił swoją kopią przed siebie. Kopia roztrzaskała tarczę goblina,robiąc lukę w szeregu.Odpychając się od konia,Kath skoczył przed siebie, wyrywając miecz z pochwy na plecach.Rozcinał wrogów,torując drogę żołnierzom.Czuł metaliczny smak swojej magii,a także rozbłyski ognia Oberna. Szaleńcza walka trwała. Liga zczepiła się z goblinami.Kath krążył wokół Kharga,okaleczając go.Gdy stwór upadł na kolana,wbiegł mu na grzbiet i przeszył mu szyję mieczem.Już zaczął biec w stronę następnego wroga,jego świadomość przeszyła obecność magii światła- lecz nie Gohena,ta była zbyt wielka.Katk uwalniając swoją magię,przeteleportował się na na gorę,ktora była najwyższym punktem w ogolicy. Pojawił się, zasłaniając się mieczem.Zobaczył,że przed nim stoi kilka osób. Jedną z nich był Gahnir, trzymając w prawej ręce szeroki, obosieczny miecz. Tuż koło niego stała osoba, której by się tutaj najmniej spodziewał-Azazel. Były tam jeszcze dwie osoby. Jedną z nich był Wilaweth, demon ziemi, a drugą Melatos- Demon powietrza. Gahnir wykonał ku niemu krok. Jego oczy były wpatrzone z nienawiścią w Kathleena. -Naciesz się widokiem nieba, bo widzisz je ostatni raz- Melatos uniósł rękę ku niebu. Nagle znikąd pojawiły się tam czarne chmury,zakrwając słońce, tworząc półmrok nad Polami Popiołów. Azazelowi zaświeciły się oczy, i na horyzoncie pojawiła się poświata ognia, skąpając wszystko w pomarańczowym świetle. Gahnir machnął lekko ręką, i demony cofnęły się o kilka kroków. -Pokaż na co cię stać, Kathleenie Tregath.Udowodnij,że jesteś godzien nosić to nazwisko. Kath na te słowa sięgnął do sakwy, przytroczonej do pasa, i wyjął mał, okrągły przedmiot w kształcie gwiazdy. -O, niespodziewałem się tego po tobie.Myślisz,że oni pomogą ci w tej walce?Wiesz, z czym wiąże się użycie tego talizmanu? -Wiem, do czego prowadzi jego użycie. Mimo to nie zawaham sie go użyć.Zrobię coś, na co wy jesteście za słabi. Ganir lekko się skrzywił na te słowa, lecz nic nie odpowiedział. Kath nacisnął kulę w talizmanie. Powietrze wokół niego zawirowało, a po chwili koło niego zaczęły się pojawiać postacie z nicości.Pierwsza była rycerzem, miałą na sobie cieżką czarną zbroję, i opierała się na ogromnym ostrzu.Druga, trzymająca jednoręczny miecz i tarczę, była najwyższa- nawet Kath był od niej niższy. Ostatnia istota, miała na sobie zbroję łańcuchową, a w rękach trzymała dwa topory. Gdy pojawiły się ich twarze, wśród demonów rozległy się ciche pomruki. Ich twarze były bardzo podobne, wszysycy czworo wyglądali jak bliźniacy, różnili się tylko szczegółami. -Przyzwałem was tutaj, byście spełnili swoje role w tej bitwie. Na znak waszej obietnicy, złożonej za waszego życia, wzywam was do walki! Simon Tregath- mężczyzna z toporami mruknął coś pod nosem. - Menor Tregath- wojownik z tarczą mocniej ścisnął miecz.- Kemoc Tregath- rycerz z ogromnym miczem uśmiechnął sie ponuro. -Nie wiem kim jesteś, ale gwiazdy zapowiadały twoje przyjście.- Jego głos miał siłę całego legionu.Każde jego słowo nasycone było energią. -My, zgodnie z obietnicą złożoną przed naszą śmiercią, przybywamy zaoferować pomoc, gdy nasz potomek będzie jej potrzebował- odezwał się Menor.Gdy mówił, Kathowi ciarki przeszły po plecach. -Będziemy walczyć do utraty tchu,aż nasz dowódca zwolni nas ze służby.- Simon miał głos najbardziej ludzki.Mówił szybko i zwięźle. -Dopełnijcie swojej przysiegi, i wspomóżcie mnie w walce- Kemoc,Menor i Simon rozpłyneli się w obłoku czarnego dymu, który otoczył Katha, i jakby wsiaknął do niego. Złapał miecz obiema rękami, i z ogonem magii za sobą natarł z niewiarygodną szybkością na Gahnira.On zablokował cios i wymierzył kontratak.Kath parując jego odwet, stworzył kulę energii,ciskając ją w niego. Gahnir krótkim rozbłyskiem światła zgasił kulę i naparł na niego. Kath wykorzystując impet uniku,próbował uderzyć demona w rękę. Ganir jednak złapał go za ramię, i uderzając głowicą miecza posłał Katha kilka metrów w powietrze.gdy kath próbował przyjąć obronną postawę, demon próbował wbić mu miecz między żebra. Kath krzyknął, gdy ostrze dosięgnęło bariery, która nałożył na siebie przed bitwą. Cały czas ją utrzymywał, lecz ona zatrzymując ostrze nad jego skórą, gwałtownie pożerała zapasy jego energii. Rozpaczliwie uderzył jelcem miecza o ostrze demona, odtrącając je.Demon na chwilę odepchnięty, wytworzył wokół siebie świetlista aurę, lewitując w powietrzu. Kath wypowiedziwszy zaklęcie, utworzył wokół siebier cienistą chmurę, unosząc sie nad demonem.Chwila namysłu i obaj starli się w powietrzu.Odepchnęli sie, i robiąc łuk znów się zczepili.Ataki powtarzali kilka razy, gdy nagle Kath blokował mieczem w złym kącie, i ostrze demona spadło na jego ramię, przebijając barierę i raniąc go mocno w ramię. Kath krzyknął i zaczął spadać w dół. Gahnir złapał go za szyję i dodatkowo rzucił w dół. Kath usłyszał Avielerina, krzyczącego zaklęcia, i wylądował na pokrytej Cieniem ziemi. Czuł ból swojego obtłuczonego ciała, lecz wiedział,że gdyby nie zaklęcie Avielerina, prawdopodobnie by sobie już coś złamał.Podniósł się, trzymając się za swoje zranione ramię. -Spodziewałem się czegoś lepszego po potomku Tregathów- powiedział demon,jadowicie szczerząc zęby. -Może i byłeś stworzony jako jeden z pierwszych przez Pustkę, ale jesteś tylko,,nieudaną wersją&quot;,więc..-urwał, po demon pojawił się z szybkością światła koło niego, łapiąc go za gardło, i przybliżając go sobie do twarzy. -Nie wiesz co mówisz, głupcze.Ja, jestem tym, który ma największą władzę.Ja, jestem tym, który zgniecie wszystkich,którzy będą stawiać opór. Ja, jestem tym- ostanie słowa wycharczał przez zęby- Któremu będą się kłaniać królowie całego świata!! Azazel!!- krzyknął. Demon ognia roześmiał się tym swoim chorobliwym śmiechem, i dotknąwszy ziemi, zaczął krzyczeć zaklęcia. Ziemia zadrżała, a po chwili pośrodku Pól Popiołów z ziemi otworzyła się ogromna szczelina.Ci, którzy byli na jej miejscu,wpadli do środka. Lawa kotłowała sie w dole. -Tu powstanie największy z nas.Pustka fizycznie zapanuje nad tym światem!!!- Gahnira opętał szaleńczy śmiech. Kathowi krew odpłynęła od twarzy. -Choćbym miał cierpieć katusze każdej istoty obecnej tutaj, nie pozwolę, by Pustka choćby dotknęła innego wymiaru niż swój- wycharczał demonowi w twarz.Patrzył na niego z z niepohamowaną wściekłością w oczach. -O tak, napewno będziesz cierpiał. Już ja tego dopilnuję. Daleko w dolu, Obern utrzymywał front potworów, tworząc płonące ściany ognia.Podbiegł ku niemu żołnierz. -Kapitanie, przełamuje się wschodni front! Długo tego nie wytrzymamy- krzyknął, dołaczajac do walki. -Weś oddział mrocznych elfów,niech was tam wspomogą- odparł mu Obern, spalając kolejnego wroga. Nagle usłyszał za sobą róg. Obejrzał sie, i na wzgórzu zobaczył pędzące konie. Po chwili deszcz strzał zalał sforę potworów. -Eldy- mruknął Obern.- Jednak Kath ich odnalazł. Na przedzie formacji elfów jechał człowiek w zielonej zbroi, trzymając krótką laskę, kóra świeciła seledynowym blaskiem. Naglekamienne bryły poderwały się z podłoża i wylądowały na głowach potworów. -Prawdziwy mag ziemi- Obern tworząc burzę ognia, wirował wśród wrogów. Spojrzał w końcu na wzgórze. Dzięki wzrokowi orłą, zobaczył Gahnirai Kathleena, zczepiających się w nieprzerwanej walce. Magia wirowała wokół nich, tworząc tornado czerni i bieli. -Gohen, zabierz Melody i idźcie do Kathleena- pomyślał, i ponownie rzucił sie do walki. Gahnir odwrócił głowę, gdyż ze szczeliny wydobyło się spore chluśnięcie magmy. -Azazel, kiedy się wynuży?- spytał Demona ognia. Azazel wzruszył ramionami. -Panie, on jest spory, nie mogę od tak przeprawić go przez pół planety na wierzch- odparł, skupiając się na podtrzymaniu zaklęcia. -Kogo wy chcecie obudzić?- spytał Kath, któemu z wolna zaczynało brakować powietrza. Gahnir odwrócił się ku niemu. - Widisz krąg na szczycie pagórka niedaleko szczeliny? Jest to portal, dzięki któremu sprowadzimy Pustkę na ten świat. Kath zamarł.Bezlitosny chłód ogarnął jego ciało. -Wy nie rozumiecie, że ta istota spróbuje pochłonąć cały świat, nawet was? Nic na tym nie zyskacie!- zduszonym głosem rzekł do Demona. -O nie, my coś dostaniemy- Gahnir przymróżył oczy.- Będziemy mogli wrócić do naszego świata,skad pochodzimy. Nie mogliśmy wytworzyć na tyle dużęj energii,żeby przedostać się tam. Ale gdy Pustka pochłonie ten świat, nareszcie nasze sny się spełnią.Bo muszą się spełnić. Za każdą cenę. Rzucił prawie uduszonego Kathleena na ziemię. Kathleen zaczął łapczywie wciągać powietrze. -Pozwolę ci żyć,żebyś mógł zobaczyć upadek swojego świata i śmierć twoich bliskich. _________________ Wszyscy na górze usłyszeli głosny wybuch. Demony i Kath spojrzeli w dół. Obern tworząc kule ognia, rzucał nimi i detonował je,gdy były nad głowami wrogów. Tym sposobem dość skutecznie przeczesywał szeregi wroga. Gahnir skrzywił się lekko. - Halnir, weś Estofa i zajmijcie się tym śmiertelnikiem. Azazel, idź do szczeliny i utrzymuj zaklęcie.- mruknął, odwracając się ku szczelinie.Azazel zniknął w rozbłysku ognia, znikając z oczu Katha. Po chwili w niebo wystrzeliła kolumna ognia. Zaklęcie otwierające portal znowu się wznowiło. Dwa demony ruszyły ku krawędzi urwiska. Wokół jednego pojawiła się woda, a wokół drugiego zawirowało powietrze. Woda zmieniła się w kryształki lodu. Oba demony zniknęły w chmurze swoich żywiołów. Kath ostatnim rozpaczliwym skokiem energii zerwał się z miejsca i wytworzył barierę na krawędzi, dość mocną, by na chwilę powstrzymać demony, jednocześnie krzycząc:,,Nieee!&quot;. W mgnieniu oka pojawił się za jego plecami Gahnir, i unieruchomił go od tyłu. Przystawił swój miecz do jego pleców. -Pozwoliłe ci żyć, a ty mi się tak odwdzięczasz?! Jeśli tego chcesz, zgiń jak pozostali. Z tymi słowami przeszył Katha mieczem. Kathleen wytrzeszczył oczy i krzyknął z rozpaczliwego bólu.CZuł palący ból. Życie bardzo szybko z niego uciekało. Gahnir wyrwał ostrze z jego ciała, i rzucił Kathleenem na skraj przepaści. Kath nie miał siły protestować. Czuł, jak krew wypływa z jego ciała. Jego magia wyczerpała sie. Cały jej zapas, zbierany przez całe jego życie wysechł.Czuł się jak pusta skorupa. Nie miał siły sie uleczyć. Zycie powoli w nim gasło. _________________]]></description><pubDate>Sat, 10 Nov 2012 21:09:01 +0100</pubDate><dc:creator>Kathleen</dc:creator><guid isPermaLink="true">https://kronikitregath.iq24.pl/temat/149996?str=3#k1047853</guid></item></channel></rss>
