Ruszyliście schodami na balkony. Wspinając się na ścianę, ostrożnie zdejmowaliście przeciwników z murów. Księżyc świecił jasno, więc droga była dobrze widoczna. Kathleen co chwilę spoglądał na flakon z trucizną, rozmyślając nad prośbą księżniczki. W końcu dotarliście na dach. Po cichu otworzyliście klapy, i wsunęliście się do środka. Melody ustawiła się naprzeciw króla, mając idealny widok do strzału. Kathleen wszedł w najbliższy cień i pojawił się na dole, kryjąc się za tronem, zajętym przez króla, który przesiadł się tu spod stołu. Po chwili wahania wlał truciznę pierwszemu kielichowi z lewej, uważając, żeby to nie był królewski puchar. Wyjął sztylet.
-Zabij dwóch strażników najbliżej króla, żebym zdołał podejść. Gdy będziesz naciągała więcej niż 2 strzały, cięciwa może źle zwolnić się, nie uderzając w żaden cel.- pomyślał, a myśli te rozprzestrzeniły się, docierając do każdego maga elementów w tej sali. Głęboko odetchnął. Napiął mięśnie, gotów do skoku. Nie wiedział, że sprawy mogą się...skomplikować.
-Zabij dwóch strażników najbliżej króla, żebym zdołał podejść. Gdy będziesz naciągała więcej niż 2 strzały, cięciwa może źle zwolnić się, nie uderzając w żaden cel.- pomyślał, a myśli te rozprzestrzeniły się, docierając do każdego maga elementów w tej sali. Głęboko odetchnął. Napiął mięśnie, gotów do skoku. Nie wiedział, że sprawy mogą się...skomplikować.