////Pozwólcie, że się wtrącę

///
Gohen patrzył na wyczyny łuczników. Czuł coś bardzo dziwnego wokoło. Postanowił więc to sprawdzić.
- Będę musiał was na chwilę opuścić, masz mi to za złe? - spytał przewodnika z uśmiechem.
Ten popatrzył na niego w zadumie, ale po chwili uśmiechnął się i powiedział:
- Jasne, że nie, idź, rób co masz robić -
Gohen poszedł kilkadziesiąt metrów dalej w skupisko namiotów, gdzie - jak miał nadzieję - nikt go nie zobaczy. Był jednak pewny, że będą chcieli go śledzić. Dotarł do zaułka, gdzie kilka namiotów stykało się ze sobą ściankami i tam... zniknął. Dało się słyszeć okrzyki zdziwienia. Gohen utworzył wokół siebie barierę załamującą światło. Zamachnął skrzydłami i wzleciał w powietrze. Jego nie można było zobaczyć, ale on widział
wszystko i to dosłownie. Widział w zupełnie innych barwach. Podleciał nad trybuny i zobaczył powiew dziwnej energii, która niweczyła trudy wszystkich łuczników - oprócz tego wysokiego ( i tak sięgał Gohenowi do ramienia ) blondyna z przerostem ambicji strzeleckiej. Moc wychodziła od zakapturzonej osoby. Gohen postanowił zmienić nieco reguły gry i zamknął jej moce w niewidzialnej dla oka celi, skąd nie byłaby w stanie się wydostać. Gohen skupił się i wysłał do Eli wiadomość na linii półbogów : " Teraz możesz strzelać, tak jak mówił Kath, oni są cwaniaczkami i właśnie nieco popsułem im plany. Na szczęście nie widzieli mnie. Bez odbioru"
I Gohen poleciał w to samo miejsce, z którego wzbił się w powietrze i pojawił się w tymże miejscu. Tym razem nie usłyszał już żadnego dźwięku i doszedł do przewodnika.
- Już jestem - powiedział doń
////kto teraz? Eli / Kath? ////