Chmury skręciły się w koło. Pole bitwy było centrum. Ogromna błyskawica rozdarła niebo, uderzając w Katha. Wokół niego pojawiły się zarysy sześciu istot: Sześciu bogów.
-Żeby przyzwać potęgę Iluvatara i nie popaść w szaleństwo, trzeba mieć niezłomną wolę- odezwała się kobieta w lazurowej sukni.
-W przeciwym razie świat będzię musiał zmagać się z siłami nie do pokonania- dodał mężczyzna w ognistoczerwonej zbroi. w jego oczach płonął niespokojny ogień. Obern był jego podopiecznym. Kath rozumiał jego uczucia.
-Lecz mimo tego muszę spróbować- odparł na to Kathleen.- Inaczej wszystko będzie stracone.
Kaylesec podszedł bliżej niego. Jego mądre oczy wpatrywały się w syna z mieszaniną troski, lecz i dumy.
-Niechaj tak będzie. Bogowie wspomogą cię w walce.
Jeden krótki, oślepiający blask. Kath podpierał się ramionami, klęcząc. Cieżko oddychał. Po chwili jednak wstał, z opuszczoną głową. Gahnir chyba się już opanował, ponieważ stał pewnie, a wokół niego powstawała szara chmura, wytworzona z nadmiaru magii w jego ciele. Jego oczy zmienił się- były całe czarne, skupione w jednym punkcie- Iluvatarze.
Kathleen podniósł wzrok. Gahnir mimo woli lekko sie skrzywił. Oczy Katha były wypełnione energią. Twarz nabrała tęższego wyrazu. Pomarańczowy kolor jego tęczówek nadawał mu demoniczny wygląd. Nagle odchylił sie do tyłu i wydał przeraźliwy ryk. Nad jego plecami zajaśniała poświata czarnych jak noc skrzydeł.Ręce zmieniły się w pazury. Czarna chmura pasm cienia zawirowała wokół niego. Ryk niósł się echem po równinach.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJA
Po chwili umilkł, a jego wzrok skupił się na Gahnirze.
-Pustka nie zdobędzie tego świata, póki ja stoje na jego straży- rzekł, lecz to nie był jeden głos- to był cały legion głosów. Każde słowo emanowała magią, zdolną rozerwać każdą żywą istotę. Gahnir nic nie mówiąc, przyzwał miecz i zaatakował. Kathleen złapał swój i starli się ostrzami. Gdy to zrobili, fala energii rozeszła się wokół nich. Ziemia zaczęła się diametralnie kruszyć. Wszysyc najbliżej góry przewrócili się pod natłokiem magii. Ktoś zawołał:
-Nasz przywódca żyje!!! Do walki, rycerze Navalah!!- te słowa przepełniły miarkę. Członkowie Ligi podnieśli się i natarli na wrogów. Szale zwycięstwa szybko przechyliły się na stronę ludzi. Potwory zdezorientowane nie nadążały stawiać dostatecznego oporu, dlatego miażdżono je bez litości.
Kath i Gahnir zcierali się w nieustającej walki. Ich mocodawcy zwiększyli ogromnie ich moc. Kath mimo stosowania największych klątw jakie znał, cały czas miał pełny zapas energii. Pieczęć Iluvatara dawała niezwykłą moc. Jednak coś poszło nie tak.
W pewnym momencie w ręce Gahnira pojawiło się dziwne ostrze- półkuliste, czarne, z białą rączką. Uderzył nią miecz Katha. Ku jego zdziwieniu ostrze odcieło prawie połowę adamantowego ostrza. Chwila nieuwagi i pod wpływem silnego zaklęcia poleciał do tyłu. Poczuł jak jego zbroja rozkruszyła się na nim. Czując piekący ból w całym ciele, nie poddawając się wstał.
- Jako człowiek nigdy nie uda ci się pokonać demona- rzekł Gahnir, a raczej to, co było w nim.- Nie udało się to twoim przodkom, ani twoim towarzyszom. Zginęli jak psy. Bo byli tylko ludźmi.
- Jest jednak coś, czego wy nie macie- odparł mu Kath, ocierając krew kapiącą z ust, i zaczepiając resztkę miecza o pas.- Wy nigdy tego nie mogliście pojąć. I nigdy wam się nie uda.
-Cóż takiego mogą mieć takie słabe istoty, czego nie mogą mieć Wyżsi?- zapytał Gahnir, uśmiechając się szyderczo.
- My to nazywamy braterstwem. Jesteśmy zdolni zginąć za swoich bliskich. Nie zrozumiesz tego-
Kath podniósł na niego wzrok.- Nie zdążysz zrozumieć.
Natarł na niego. Siłą własnego ciała uderzał, celując bez litości. Demon się tego nie spodziewał. Rzuciwszy miecz, próbował się bronić. Kath z coraz większą siłą uderzał przeciwnika. Szybkość i siła wytwarzała wokół jego pięści pasma cienia, wzmacniające jego ataki. Gahnir ze zdumieniem patrzył, jak jego ciało się gnie. Nagle Kath zamierzył się na niego od dołu. Uderzając, wyskoczył i dodał cios kolanem w szczękę tamtego. Demon upadł na klęczki. Kathleen Wyjął resztki miecza Kayleseca.
- My będziemy bronić swoich bliskich za wszelką cenę. Nie poddamy Ziemi.
Chciał przewrócić go nogą, lecz Demon niespodziewanie złapał go za stopę.
-Lecz jak zwykle będziecie nieuważni.
Odtrącił jego stopę, lecz Kathleen uderzył go z drugiej strony. wykorzystując napęd obrotu, ciął przeciwnika przez gardło. Głowa Gahnira potoczyła się po skruszonej ziemi. Kath czuł, jak jego serca zaczyna bić coraz szybciej. Magia zaczęła wypalać go od środka. Musiał się spieszyć. Złapał ciało i głowę demona, i rzucił w otchłań. Gdy to zrobił, zaczął powoli pozbywać się magii. Nagle ziemia sie zatrzęsła. Spojrzał w doł. Z magmy zaczał wypływać jakiś kształt. Kath otworzył szeroko oczy. Ogromna głowa wychyliła się z lawy, a zaraz z nią całe ciało. Morale ludzi w dole drastycznie spadły, gdyż potwory z okrzykiem rzucił się na wystraszonych ludzi.
Koło Kathleena zamigotały trzy cienie. Pojawili się w nich Kemoc, Simon i Menor.
- Ciało Pustki. Zwykła magia tego nie powstrzyma- mruknął Kemoc.
-Musi być jakiś sposób- odparł na to Kath, coraz bardziej przerażony tym, co widział. Menor mruknął coś, i zamknął oczy.
- Centralnie w miejscu gdzie u człowieka jest serce, znajduje się rdzeń tego ciała- otworzył oczy- Krasnolud kiedyś budowały takie maszyny. Idealne ciała dla bogów- mruknął z przekąsem.- Najprostszymi słowami: Wysadź go.
-Ta, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić- odparł mu Kath.- Jak niby mam pójść tam, wysadzić to coś i wrócić?- Menor posłał niepewne spojrzenie ku Kemocowi. Simon patrzył w dal zamyślony. Katha niepokoiło to milczenie.
- Jest jedno zaklęcie... Simon je wymyślił za swojego życia. Lecz...
- Wymaga ono całkowitej obecności rzucającego. Od poczatku, do końca- dokończył martwym głosem Simon. Kathleena zmroziło.
-Więc nie ma drogi powrotu?- było to raczej stwierdzenie, niż pytanie, lecz Simon tylko kiwnął głową.
-Nie wymagamy tego od ciebie, Kathleen- Kemoc położył mu rękę na ramieniu.- Zobacz ile już osiągnąłeś. Zjednoczyłęś narody, zabiłeś prawie wszystkie demony. Nie musisz robić nic więcej.
-Muszę- odparł cicho Kath.- Tego wymaga honor. Podszedł do krawędzi.
-szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Gohenem i Melody. Teraz tyle chciałbym im powiedzieć.- nie usłyszał odpowiedzi. Spojrzał przez ramię.
-Będziecie ze mną? - spytał niepewnie. Czuł się jak dziecko- małe, zagubione. Kemoc uśmiechnął sie ojcowsko.
-Aż do końca. Słowa te uspokoiły Katha na tyle by rozłożyć ręce i rzucić się w przepaść.
Gdy tylko zaczął spadać, poczuł ogromny nacisk na swój umysł. Coś chciało się konieczkie dostać do jego myśli. Zaczął krzyczeć z bólu.
-Nigdy nie zdołasz mnie pokonać. Jestem Pustką, sercem chaosu. Chaos jest niezniszczalny
- Wszystko co żyje, jest śmiertelne. Wkrótce się o tym przekonasz- odparł przez zęby Kath. Nagle otoczyło go światło, i znalazł się w białym pokoju. Wokół niego stało kilkanaście osób. Znał je, lecz wszysyc byli jakby młodsi. Kemoc, Menor, Simon, cała szóstka bogów, a także....Obern i Elindor. Otworzył szeroko oczy. Nad nimi stały cztery smoki, które użyczyły mu swojej mocy.
-Witaj, Dragonslayer.
-Simon nauczy cię teraz słów zaklęcia. Wszyscy zebrani tutaj użyczą ci swej mocy.- rzekł Kemoc.
-Czemu tu jesteście tylko wy?- spytał szybko Kath.
-Tylko zmarli mogą przekazywać całkowicie swoją moc. Żywi mają jeszcze wiele do zrobienia. Teraz słuchaj.
-Simon recytował zaklęcie, a Kath powtarzał za nim. Nie było skomplikowane, ale rozumiał niektóre słowa: ,,zabić"," Terra" " Pustka". Gdy skończył, do koła dołączyły się dwie postacie: Avielerin i Duch.
-No, prawdopodobnie widzimy się ostatni raz. Nie sądziłem, że kiedykolwiek polubię człowieka- rzekł z szelmowskim uśmiechem.
-A ja że polubię demona- odparł mu Kath. Po chwili wachania objęli się jak bracia. Ta chwila zacisnęła więzi między nimi. Puścił go, i rzekł:
-Teraz twoja kolej. Pokaż im potęgę waszej rasy.
Krótki błysk i znowu spadał w stronę ciała Pustki. Powoli zaczął recytować zaklęcie. Gdy skończył, poczuł jak w jego ciele rośnie kula energii. Zamknął na chwilę oczy. Zobaczył wzrokiem pamięcie znane sobie twarze: Obern, Elindor, Melody, Gohen. Walczyli dla niego. Ginęli dla niego. Teraz czas im to odpłacić. Krzyknął na cały głos. Potężna aura otoczyła go. Potwór otworzył swoje szczęki. Kath skulił sie i wpadł do środka. Ogarnęła go ciemność, lecz po chwili zobaczył jaśniejącą łunę rdzenia. Był on kulistego kształtu. Kath wymówił ostatnie słowa klątwy:
- I niechaj lęka się ciemność narastająca we wszechświecie, gdyż niosę światło niszczące każde zło.
Energia skumulowana w jego ciele uwolniła się, oplatając cień. Kath poczuł, jak zmienia się w energię.
-Żeby przyzwać potęgę Iluvatara i nie popaść w szaleństwo, trzeba mieć niezłomną wolę- odezwała się kobieta w lazurowej sukni.
-W przeciwym razie świat będzię musiał zmagać się z siłami nie do pokonania- dodał mężczyzna w ognistoczerwonej zbroi. w jego oczach płonął niespokojny ogień. Obern był jego podopiecznym. Kath rozumiał jego uczucia.
-Lecz mimo tego muszę spróbować- odparł na to Kathleen.- Inaczej wszystko będzie stracone.
Kaylesec podszedł bliżej niego. Jego mądre oczy wpatrywały się w syna z mieszaniną troski, lecz i dumy.
-Niechaj tak będzie. Bogowie wspomogą cię w walce.
Jeden krótki, oślepiający blask. Kath podpierał się ramionami, klęcząc. Cieżko oddychał. Po chwili jednak wstał, z opuszczoną głową. Gahnir chyba się już opanował, ponieważ stał pewnie, a wokół niego powstawała szara chmura, wytworzona z nadmiaru magii w jego ciele. Jego oczy zmienił się- były całe czarne, skupione w jednym punkcie- Iluvatarze.
Kathleen podniósł wzrok. Gahnir mimo woli lekko sie skrzywił. Oczy Katha były wypełnione energią. Twarz nabrała tęższego wyrazu. Pomarańczowy kolor jego tęczówek nadawał mu demoniczny wygląd. Nagle odchylił sie do tyłu i wydał przeraźliwy ryk. Nad jego plecami zajaśniała poświata czarnych jak noc skrzydeł.Ręce zmieniły się w pazury. Czarna chmura pasm cienia zawirowała wokół niego. Ryk niósł się echem po równinach.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJA
Po chwili umilkł, a jego wzrok skupił się na Gahnirze.
-Pustka nie zdobędzie tego świata, póki ja stoje na jego straży- rzekł, lecz to nie był jeden głos- to był cały legion głosów. Każde słowo emanowała magią, zdolną rozerwać każdą żywą istotę. Gahnir nic nie mówiąc, przyzwał miecz i zaatakował. Kathleen złapał swój i starli się ostrzami. Gdy to zrobili, fala energii rozeszła się wokół nich. Ziemia zaczęła się diametralnie kruszyć. Wszysyc najbliżej góry przewrócili się pod natłokiem magii. Ktoś zawołał:
-Nasz przywódca żyje!!! Do walki, rycerze Navalah!!- te słowa przepełniły miarkę. Członkowie Ligi podnieśli się i natarli na wrogów. Szale zwycięstwa szybko przechyliły się na stronę ludzi. Potwory zdezorientowane nie nadążały stawiać dostatecznego oporu, dlatego miażdżono je bez litości.
Kath i Gahnir zcierali się w nieustającej walki. Ich mocodawcy zwiększyli ogromnie ich moc. Kath mimo stosowania największych klątw jakie znał, cały czas miał pełny zapas energii. Pieczęć Iluvatara dawała niezwykłą moc. Jednak coś poszło nie tak.
W pewnym momencie w ręce Gahnira pojawiło się dziwne ostrze- półkuliste, czarne, z białą rączką. Uderzył nią miecz Katha. Ku jego zdziwieniu ostrze odcieło prawie połowę adamantowego ostrza. Chwila nieuwagi i pod wpływem silnego zaklęcia poleciał do tyłu. Poczuł jak jego zbroja rozkruszyła się na nim. Czując piekący ból w całym ciele, nie poddawając się wstał.
- Jako człowiek nigdy nie uda ci się pokonać demona- rzekł Gahnir, a raczej to, co było w nim.- Nie udało się to twoim przodkom, ani twoim towarzyszom. Zginęli jak psy. Bo byli tylko ludźmi.
- Jest jednak coś, czego wy nie macie- odparł mu Kath, ocierając krew kapiącą z ust, i zaczepiając resztkę miecza o pas.- Wy nigdy tego nie mogliście pojąć. I nigdy wam się nie uda.
-Cóż takiego mogą mieć takie słabe istoty, czego nie mogą mieć Wyżsi?- zapytał Gahnir, uśmiechając się szyderczo.
- My to nazywamy braterstwem. Jesteśmy zdolni zginąć za swoich bliskich. Nie zrozumiesz tego-
Kath podniósł na niego wzrok.- Nie zdążysz zrozumieć.
Natarł na niego. Siłą własnego ciała uderzał, celując bez litości. Demon się tego nie spodziewał. Rzuciwszy miecz, próbował się bronić. Kath z coraz większą siłą uderzał przeciwnika. Szybkość i siła wytwarzała wokół jego pięści pasma cienia, wzmacniające jego ataki. Gahnir ze zdumieniem patrzył, jak jego ciało się gnie. Nagle Kath zamierzył się na niego od dołu. Uderzając, wyskoczył i dodał cios kolanem w szczękę tamtego. Demon upadł na klęczki. Kathleen Wyjął resztki miecza Kayleseca.
- My będziemy bronić swoich bliskich za wszelką cenę. Nie poddamy Ziemi.
Chciał przewrócić go nogą, lecz Demon niespodziewanie złapał go za stopę.
-Lecz jak zwykle będziecie nieuważni.
Odtrącił jego stopę, lecz Kathleen uderzył go z drugiej strony. wykorzystując napęd obrotu, ciął przeciwnika przez gardło. Głowa Gahnira potoczyła się po skruszonej ziemi. Kath czuł, jak jego serca zaczyna bić coraz szybciej. Magia zaczęła wypalać go od środka. Musiał się spieszyć. Złapał ciało i głowę demona, i rzucił w otchłań. Gdy to zrobił, zaczął powoli pozbywać się magii. Nagle ziemia sie zatrzęsła. Spojrzał w doł. Z magmy zaczał wypływać jakiś kształt. Kath otworzył szeroko oczy. Ogromna głowa wychyliła się z lawy, a zaraz z nią całe ciało. Morale ludzi w dole drastycznie spadły, gdyż potwory z okrzykiem rzucił się na wystraszonych ludzi.
Koło Kathleena zamigotały trzy cienie. Pojawili się w nich Kemoc, Simon i Menor.
- Ciało Pustki. Zwykła magia tego nie powstrzyma- mruknął Kemoc.
-Musi być jakiś sposób- odparł na to Kath, coraz bardziej przerażony tym, co widział. Menor mruknął coś, i zamknął oczy.
- Centralnie w miejscu gdzie u człowieka jest serce, znajduje się rdzeń tego ciała- otworzył oczy- Krasnolud kiedyś budowały takie maszyny. Idealne ciała dla bogów- mruknął z przekąsem.- Najprostszymi słowami: Wysadź go.
-Ta, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić- odparł mu Kath.- Jak niby mam pójść tam, wysadzić to coś i wrócić?- Menor posłał niepewne spojrzenie ku Kemocowi. Simon patrzył w dal zamyślony. Katha niepokoiło to milczenie.
- Jest jedno zaklęcie... Simon je wymyślił za swojego życia. Lecz...
- Wymaga ono całkowitej obecności rzucającego. Od poczatku, do końca- dokończył martwym głosem Simon. Kathleena zmroziło.
-Więc nie ma drogi powrotu?- było to raczej stwierdzenie, niż pytanie, lecz Simon tylko kiwnął głową.
-Nie wymagamy tego od ciebie, Kathleen- Kemoc położył mu rękę na ramieniu.- Zobacz ile już osiągnąłeś. Zjednoczyłęś narody, zabiłeś prawie wszystkie demony. Nie musisz robić nic więcej.
-Muszę- odparł cicho Kath.- Tego wymaga honor. Podszedł do krawędzi.
-szkoda, że nie mogłem pożegnać się z Gohenem i Melody. Teraz tyle chciałbym im powiedzieć.- nie usłyszał odpowiedzi. Spojrzał przez ramię.
-Będziecie ze mną? - spytał niepewnie. Czuł się jak dziecko- małe, zagubione. Kemoc uśmiechnął sie ojcowsko.
-Aż do końca. Słowa te uspokoiły Katha na tyle by rozłożyć ręce i rzucić się w przepaść.
Gdy tylko zaczął spadać, poczuł ogromny nacisk na swój umysł. Coś chciało się konieczkie dostać do jego myśli. Zaczął krzyczeć z bólu.
-Nigdy nie zdołasz mnie pokonać. Jestem Pustką, sercem chaosu. Chaos jest niezniszczalny
- Wszystko co żyje, jest śmiertelne. Wkrótce się o tym przekonasz- odparł przez zęby Kath. Nagle otoczyło go światło, i znalazł się w białym pokoju. Wokół niego stało kilkanaście osób. Znał je, lecz wszysyc byli jakby młodsi. Kemoc, Menor, Simon, cała szóstka bogów, a także....Obern i Elindor. Otworzył szeroko oczy. Nad nimi stały cztery smoki, które użyczyły mu swojej mocy.
-Witaj, Dragonslayer.
-Simon nauczy cię teraz słów zaklęcia. Wszyscy zebrani tutaj użyczą ci swej mocy.- rzekł Kemoc.
-Czemu tu jesteście tylko wy?- spytał szybko Kath.
-Tylko zmarli mogą przekazywać całkowicie swoją moc. Żywi mają jeszcze wiele do zrobienia. Teraz słuchaj.
-Simon recytował zaklęcie, a Kath powtarzał za nim. Nie było skomplikowane, ale rozumiał niektóre słowa: ,,zabić"," Terra" " Pustka". Gdy skończył, do koła dołączyły się dwie postacie: Avielerin i Duch.
-No, prawdopodobnie widzimy się ostatni raz. Nie sądziłem, że kiedykolwiek polubię człowieka- rzekł z szelmowskim uśmiechem.
-A ja że polubię demona- odparł mu Kath. Po chwili wachania objęli się jak bracia. Ta chwila zacisnęła więzi między nimi. Puścił go, i rzekł:
-Teraz twoja kolej. Pokaż im potęgę waszej rasy.
Krótki błysk i znowu spadał w stronę ciała Pustki. Powoli zaczął recytować zaklęcie. Gdy skończył, poczuł jak w jego ciele rośnie kula energii. Zamknął na chwilę oczy. Zobaczył wzrokiem pamięcie znane sobie twarze: Obern, Elindor, Melody, Gohen. Walczyli dla niego. Ginęli dla niego. Teraz czas im to odpłacić. Krzyknął na cały głos. Potężna aura otoczyła go. Potwór otworzył swoje szczęki. Kath skulił sie i wpadł do środka. Ogarnęła go ciemność, lecz po chwili zobaczył jaśniejącą łunę rdzenia. Był on kulistego kształtu. Kath wymówił ostatnie słowa klątwy:
- I niechaj lęka się ciemność narastająca we wszechświecie, gdyż niosę światło niszczące każde zło.
Energia skumulowana w jego ciele uwolniła się, oplatając cień. Kath poczuł, jak zmienia się w energię.
Umiejętności:
- Moc cienia
-Morderstwo
-Trucizna
-Paraliż
-Iluzja
-Równowaga
-Lekkość stóp
Ekwipunek:
- Czarny płaszcz
-Miecz Kayleseca
-sztylet
-pas z miksturami
-noże do rzucania
-łuk cisowy
-naszyjnik rodowy
- Moc cienia
-Morderstwo
-Trucizna
-Paraliż
-Iluzja
-Równowaga
-Lekkość stóp
Ekwipunek:
- Czarny płaszcz
-Miecz Kayleseca
-sztylet
-pas z miksturami
-noże do rzucania
-łuk cisowy
-naszyjnik rodowy